24 paź 2009 |
|
Do Rady Dzielnicy Warszawa Białołęka Przewodniczącego Rady, radnych i klubów radnych Przed Sesją, zgodnie z wymogami ustawowymi, ogłoszono konsultacje społeczne w sprawie Statutu. Do Urzędu uwagi zgłosiło jedynie Stowarzyszenie Partnerstwa Ulic Zielonej Białołęki „Moja Białołęka”, którego propozycje zmian zostały w całości opublikowane w sprawozdaniu na stronach Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu Dzielnicy. Przedstawiciele „Mojej Białołęki”, Przewodnicząca Agnieszka Borowska i Robert Kamionowski, przybyli na Sesję Rady, aby wziąć udział w dyskusji, jaka – nie wątpiliśmy – rozwinie się nad propozycjami konkretnych przepisów. Ponieważ radni nie dysponowali tekstem propozycji zgłoszonych przez „Moją Białołękę”, zostały one powielone dla wszystkich radnych obecnych na sali. Po początkowej burzliwej dyskusji dotyczącej sposobu prowadzenia dyskusji, Przewodniczący zaproponował, aby dyskusję przeprowadzić w kolejności takiej, iżby najpierw omówić poprawki zgłoszone przez komisję statutową, następnie radnych, a na końcu przez Stowarzyszenie mieszkańców. Wierząc w dobre intencje radnych, uczestniczący w sesji przedstawiciele „Mojej Białołęki” nie protestowali przeciwko temu. Jak się okazało, postąpili nierozważnie, by nie powiedzieć – naiwnie. Przez kolejne godziny radni dyskutowali, czy dyskutować nad uwagami mieszkańców i czy udzielić im w ogóle głosu. A mieszkańcy coraz bardziej zniecierpliwieni i zdenerwowani, czekali cierpliwie. Wreszcie, padł wniosek formalny o zamknięcie dyskusji. Dyskusja została zamknięta. Zapytaliśmy wobec tego Przewodniczącego Rady, co z głosem dla uczestniczących w obradach mieszkańców, ale odpowiedź była krótka. Dyskusja została zamknięta i żaden głos mieszkańcom nie zostanie wobec tego już udzielony. I tak przedstawiciele jedynego podmiotu, który w toku „szerokich” konsultacji społecznych wniósł uwagi do projektu Statutu Dzielnicy, stali się jedynie niemymi obserwatorami farsy, jaka się na ich oczach rozegrała. Panie i panowie radni. Tak postępować się nie godzi. Gdy zaprasza się gości, a sesje Rady są publiczne i otwarte dla wszystkich, gdy prosi się kogoś o opinię, to elementarna uprzejmość, dobre wychowanie, legendarna polska gościnność, nakazują tego gościa chociażby krótko wysłuchać. I wcale nie chodzi o to, że niepotrzebnie przez 3 godziny mieszkańcy czekali na choćby najkrótszy głos, którego im nie udzielono. Głosu cichego, rzeczowego, kulturalnego nikt nie słucha. I taka nauka płynie także z tej smutnej Sesji Rady Dzielnicy. Ale jest sprawa znacznie poważniejsza, niż samo potraktowanie uczestniczących w Sesji mieszkańców. To pytanie o rolę radnego, jego miejsce i funkcje w życiu Dzielnicy, a przede wszystkich jej mieszkańców. Poza wnioskami typowo legislacyjnymi, poprawiającymi fatalny i nieudolny miejscami język prawny tego Statutu (czego, dziwnym trafem, komisja statutowa nie zauważyła…), uwagi koncentrowały się w największym skrócie na określeniu, czy Dzielnica jest dla mieszkańców, czy też mieszkańcy dla Dzielnicy. Tego radni, niestety, nie umieli albo nie chcieli zrozumieć. To przykre, gdy usłyszeliśmy, że oni wcale naszych uwag – jedynych zgłoszonych w trakcie konsultacji społecznych! – nawet wcześniej nie przeczytali. Niektórzy radni powiedzieli nawet, że nie czytali w ogóle uchwalanego statutu ! Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, radny obowiązany jest kierować się dobrem wspólnoty samorządowej gminy, utrzymywać stałą więź z mieszkańcami i ich organizacjami, a w szczególności przyjmować i przedstawiać zgłaszane przez mieszkańców postulaty. Radni jednak woleli dyskutować nad liczebnością klubów radnych, czy aby na pewno określona proporcja umożliwi partii i liście wyborczej utworzenie klubu, a nie nad tym, czy decydujemy się na tworzenie obywatelskiej jednostki samorządowej. Z wielką przykrością zauważamy, że upolitycznienie i upartyjnienie samorządów i ich władz na najniższym poziomie, gmin i dzielnic, prowadzi do całkowitego oderwania się władzy od wyborców – mieszkańców. Nie na darmo największym zaufaniem w kolejnych wyborach cieszą się bezpartyjni kandydaci na wójtów i prezydentów. Przykłady naszych sąsiednich samorządów „zza miedzy” także tego dowodzą…. Panie i panowie radni. Za rok kolejne wybory – świadomość mieszkańców jest coraz większa, a Wasza bezczynność w działaniu na naszym terenie jest widoczna dla wielu mieszkańców. Jeśli będziecie kandydować w kolejnych wyborach samorządowych - Partnerstwo Ulic Zielonej Białołęki oczekuje pisemnej odpowiedzi na pytanie - czy Państwa zdaniem na podstawie uchwalonego statutu - radny reprezentuje interesy mieszkańców zmierzając do podniesienia jakości życia mieszkańców oraz czy radny Białołęki jest odpowiedzialny za wizję Dzielnicy Białołęka.
|